
Był wczesny wiosenny poranek.
Na lazurowym niebie różowe obłoczki i
białe chmurki urządziły wyścigi. Gnane podmuchami wiatru
pędziły w stronę słońca.- Będę pierwsza-
wołała radośnie chmurka Kasia ! – Nie to ja wygram !-
podskakiwał obłoczek Grześ. Wróble, siedzące na czerwonym
dachu przyglądały się tej zabawie zdziwione. 
Złoty, cieniutki promyk
słońca przemknął pomiędzy
nimi i wpadł przez otwarte okno do pokoju
Kubusia. Mały słonik zakręcił długą, szarą
trąbą i wtulił się w poduszkę.
- Kubusiu czas
wstawać- połaskotał go po różowym uchu. Słonik nic
tylko naciągnął niebieską kołderkę na
głowę.
Promyk pokręcił się po pokoju i ruszył w kierunku szklanych
dzwonków, wiszących pod sufitem. – Wietrze, wietrze !- zawołał.
Uśmiechnięty Zefirek uniósł firankę i dmuchnął z
całej siły- Pchu...!, Pchu...! Dzwoneczki
zadźwięczały- dyń!, dyń! 
Kubuś
przeciągnął się i ziewnął serdecznie,
prostując trąbę.- Trututu!- zatrąbił. Złoty
promyk usiadł mu na nosie- O dzień dobry Kosmku- powiedział
Kubuś.- Witaj Kubusiu. Mam Ci przekazać WIELKĄ NOWINĘ-
ściszając głos rzekł promyk. – Widziałem
żaglówkę na jeziorze- dokończył z tajemniczą
miną.
- Żaglówkę !!!- granatowe oczy Kubusia zrobiły się wielkie jak śliwki.- Popłyniemy w rejs, w rejs dookoła jeziora !- zawołał słonik i wyskoczył z łóżeczka.- Muszę się spakować!- gorączkowo przerzucał zabawki w pokoju. Wreszcie włożył białe spodenki i słomkowy kapelusz, i z plecakiem, i pękiem kolorowych baloników stanął przy drzwiach.
Promyk
spojrzał przez okno. Pusta ulica złociła się w
słońcu. Soczyste, zielone liście drzew szemrały cichutko.
Wszystko obiecywało przygodę. – Droga wolna- zagwizdał Kosmyk i
razem z Kubusiem zjechali po srebrzystej rynnie w dół.- Bęc-
plasnął słonik na kępę trawy.
Rozejrzeli się ostrożnie
wkoło i popędzili przez zaspane jeszcze miasto nad przystań.
Białe
żagle trzepotały na wietrze. Smukłe jachty
unosiły się lekko na
wodzie. W granatowo-zielonej toni jeziora przeglądały się
brunatno- szare masywy górskie. Promyk z Kubusiem wpadli, tupiąc
nóżkami na drewniany pomost.- Spójrz tam, tam !- krzyczał słonik
– stoi nasza żaglówka. Pobiegli dalej, omijając kutry i łodzie
przywiązane do pali.- Jaka piękna- z zachwytem wyśpiewał
promyk i musnął jej żagle. Wskoczyli do środka i
odwiązali białe, grube sznurki. Wiatr dmuchnął z całej
siły, żagiel nadął się i ... ruszyli, krojąc
fale.- Hurra!!! Jak wspaniale !- wrzeszczał Kubuś,
pociągając za linki, a kolorowa wstążka na jego kapeluszu
dyndała na wietrze.
W prawo, w lewo,
prosto, ósemkami przyjaciele szaleli na wodzie. Nagle rozbawieni nie
zauważyli, że wjechali w sitowie. Żagle zwinęły
się, schudły i łódka zatrzymała się w miejscu. W
zielonym, gęstym tataraku usłyszeli ciche pochlipywanie.- Oj, oj, oj !-
płakała mała żabka,
siedząca na szarym kamieniu,
porośniętym mchem.- A co Ci się stało ?- zapytał
słonik Kubuś.- Jestem nieszczęśliwa- odpowiedziała
żaba- chciałabym zobaczyć inne jeziora i poznać inne
żaby, a nie mogę się stąd ruszyć-
wyjaśniła.- Dlaczego nie popłyniesz?- zapytał Kosmyk- Oj !
Tutaj mogę pływać tylko dookoła jeziora, a ja
chciałabym polecieć, jak ptaki- dokończyła mała,
zielona żaba z łzą w oku.
Słonik
zamyślił się bardzo, tak bardzo, że aż zmarszczył
czoło. Wreszcie uniósł w górę trąbę- Wiem !-
powiedział- pofruniesz razem z balonikami- dodał i
przywiązał wesołe, kolorowe baloniki do brzuszka żaby.
Zwierzątko
wolno odrywało się od ziemi i unosiło w powietrzu.- Lecę,
lecę !- wołała radośnie żaba. Pomachała im z góry
na pożegnanie i pofrunęła wysoko w chmury odkrywać nowy
świat. 
Silny wiatr dmuchnął w żagle, woda w jeziorze pociemniała. Płótno zatrzepotało i łódka ruszyła z pędem. Kosmyk z trudem trzymał się sznurka.- Kubusiu zwolnij !- prosił.- Nie mogę, ach !- zdyszany słonik próbował złapać szamocący się żagiel. Ominął czerwony kuter i popłynął w stronę skał.
- Kubusiu nie w
tą stronę!- zawołał Kosmyk i zamknął oczy.
Słonik dzielnie pokierował szalejącą żaglówką i
przybił do piaszczystego brzegu. Szorstki piasek i żwir odbiły
się od białego dziobu.
Zacumowali i wyskoczyli na wilgotną
plażę.- Nie bój się Kosmku, już po strachu- powiedział
przyjaźnie Kubuś. Promyk rozejrzał się niepewnie
wkoło.
-Kubusiu jak my teraz wrócimy? Drugi brzeg jest tak daleko- zmartwił się Kosmyk. Wtem usłyszeli cichy szelest. Spod skały wyszła mała, różowa myszka i przyglądała im się uważnie.
- Jestem myszka- przedstawiła się, podchodząc bliżej.- Miło Cię poznać- powiedział promyk- To jest Kubuś, a ja nazywam się Kosmyk.
-Mieszkasz tu, na
tym surowym, piaszczystym brzegu?- zdziwiony zapytał Kubuś. –Tak-
odpowiedziała myszka-
I nie zamieniłabym tego miejsca na
żadne inne. Tam w skale mam przytulną norkę, a pomiędzy
głazami rosną dzikie jagody i trawa. Codziennie oglądam jak
różowe słońce kąpie się w złotej tafli jeziora.
Cudowny widok- odparła zachwycona i szczęśliwa.
-To dziwne- powiedział Kubuś.- Wcześniej spotkaliśmy żabę, która chciała latać, teraz Ty mówisz, że chcesz tutaj zostać. Tak czas wracać do domu- rozważał słoniki. Promyk również spojrzał w stronę słońca- Oj tak, tak! Wracajmy!- poprosił.
Szybko pożegnali się z różową myszką, otrzepali żagiel z piasku i zepchnęli łódkę po piaszczystym brzegu. Żaglówka unosiła się na falach i płynęła w stronę zachodzącego słońca. Ptaki ćwiczyły przed wieczornym koncertem. Przyjaciele sprawnie dobili do brzegu i zacumowali. Słońce rysowało tęczową drogę na lustrze jeziora. Spóźnione promyki licznie wędrowały po niej do domu. Kosmyk odwrócił się i spojrzał na słonika- Do zobaczenia Kubusiu!- smutno powiedział.- Cześć Kosmku. Wpadnij po mnie jeszcze!- zawołał Kubuś i przyjaciele pomachali sobie na pożegnanie.
Kubuś zarzucił plecak na ramię i co tchu popędził przez miasto do domu.- Jak dobrze- mruczał po chwili, gdy wykąpany kładł się do łóżeczka.
-Dobranoc-
nuciły gwiazdy.
I
cały świat okryła granatowa cisza. Tylko księżyc
marzyciel, wystawiał srebrzyste czoło na podmuchy wieczornego wiatru
i rozmyślał o nowych planetach, szybujących we
wszechświecie.
25 LISTOPAD 2003