"Na tydzień przed klasówką z matematyki" ciąg dalszy

 

Borutko zrozumiał, że trochę przesadził i postanowił działać. Przypomniał sobie „Opowieść wigilijną” i doszedł do wniosku, że jedyną drogą, którą może pokazać Tomkowi konsekwencje jutrzejszego ściągania, jest jego sen.

Tomek poczuł, że ktoś go szarpie i przerażony otworzył oczy.

          – Czy to już rano? Jestem chory i nie mogę iść dzisiaj do szkoły.

          – Jesteś zdrowy jak rydz. Nic ci nie jest. Ubieraj się, muszę ci coś pokazać.

          Dopiero w tym momencie Tomek zauważył jakiś małe, dziwne stworzonko, które do niego mówiło piskliwym głosem.

          – Kto ty jesteś i co tu robisz? Myślałem, że to Babcia budzi mnie do szkoły.

          – Nie jestem Babcią, ale też na B. Nazywam się Borutko.

          – Jakoś diabelsko to brzmi. Czy już jestem w piekle, za to, że chciałem ściągać na sprawdzianie z matematyki?

          – Nie przesadzaj. Musiałbyś bardzo się starać, aby tam się znaleźć. Dzisiaj nie reprezentuję diabelskich mocy, tylko siebie. Ja jestem niegroźnym diabełkiem, któremu zupełnie nie wychodzi czynienie zła na ziemi. Zatem nie ma się czego bać. Wierzysz w bajki, Tomku?

          – Już z tego wyrosłem, ale dla ciebie mogę na chwilę uwierzyć, pod warunkiem, że zrobisz coś, abym nie musiał dzisiaj iść do szkoły.

          – Jeśli nie chcesz iść do szkoły, to nie idź.

          – To nie takie proste. Rodzice pewnie nie zauważyliby, że nie byłem w szkole, no może dopiero po miesiącu. Gorzej z Babcią. Ona wszystko wie, zanim wrócę ze szkoły. Przy niej nie da się kłamać. Moje kłamstwo wyczuje na odległość.

          – W takim razie chcę pokazać ci powód, dla którego powinieneś jednak iść do szkoły.

          Tomek nie zdążył nawet pomyśleć, a już nie znajdował się w swoim pokoju, tylko w jakimś wielkim holu. Widział, jak tłumy ludzi szły do sali znajdującej się za jego plecami. Mijali go z pośpiechem, w ogóle nie zwracając na niego uwagi, jak gdyby go tutaj nie było. Zdenerwowało go to trochę i zapytał to dziwaczne stworzenie, dlaczego wszyscy ignorują jego obecność, szczególnie, że stoi tu na środku wielkiego holu na boso i w pidżamie.

          – Przykro mi, ale tak naprawdę nie ma ciebie tutaj. Oni ciebie nie widzą.        

          – Całe szczęście, bo miałem ochotę podstawić komuś nogę, za to, że nie zwracają na mnie uwagi.

          – Chodź.    

          Weszli do ogromnej sali, która wyglądała jak sala kinowa, tylko nie było w niej ekranu, a na ścianie wisiała wielka tablica i jakiś dziwne sprzęty wyświetlające coś na niej.

          – Ten człowiek na dole stojący pod tablicą kogoś mi przypomina. Chyba jest trochę podobny do mojego taty, ale to nie jest dziadek, bo widziałem jego zdjęcia u Babci. Czy to jakiś mój wujek?

          – No, niezupełnie – zająknął się Borutko. – To jesteś ty za 20 lat.

          – Żartujesz sobie ze mnie – odparł drwiąco Tomek. Czemu tu przyszedłem z tym dziwolągiem? – zastanawiał się w duchu. Nie wiem dlaczego, ale wcale się go nie boję. Może mi się to wszystko śni? – Czy możesz mnie uszczypnąć? – zapytał już na głos diabełka.

          – Z przyjemnością – odparł Borutko i z całych sił uszczypnął Tomka w rękę.

          – Przestań! To boli! – wrzasnął Tomek.

          – Sam chciałeś.

          – No dobrze, po co mnie tutaj przyprowadziłeś?

          – Usiądźmy tutaj – wskazał miejsce obok staruszka, który patrząc na mówiącego na dole młodego człowieka tylko kiwał przecząco głową. W końcu odwrócił się do sąsiada po drugiej stronie i szepnął do niego

          – Jak on może tak się przechwalać czymś, czego sam nie wymyślił! Ukradł pomysł mojemu wnukowi, który zginął w wypadku. Mógłby chociaż powiedzieć, że to nie jego dzieło. Ten człowiek jest bez skrupułów.

          Tomek nie wszystko zrozumiał, o czym mówił staruszek, ale wiedział dokładnie, że te oskarżenia dotyczą jego, oczywiście tego dorosłego Tomka, jeśli rzeczywiście to on tam stoi. Był oburzony, bo przecież on nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Nie wykorzystałby cudzej pracy, aby zdobyć sławę. Wszyscy w szkole wiedzą, że jemu nigdy nie zależało na tym, jaką ocenę dostanie (choć trzeba przyznać, że były one raczej dobre). Uczył się, bo lubił to robić. Już chciał coś powiedzieć staruszkowi, ale Borutko wziął go za rękę i sala nagle znikła, a oni znaleźli się na cmentarzu.

          – Przypomina mi to „Opowieść wigilijną” – zagadnął Tomek do diabełka. – Chcesz mi pokazać, kiedy umrę i jak mało ludzi będzie na moim pogrzebie?

          – Mylisz się – odparł Borutko. – Spójrz tutaj – i diabełek wskazał na zarośnięty grób, na którym przez chwasty nie było nawet widać napisu na pomniku.

          Tomek odgarnął chwasty i na płycie zobaczył imię i nazwisko Babci.

          – Czy to znaczy, że za 20 lat już jej nie będzie?

          – Nie Tomku, zabraknie jej znacznie wcześniej. Spójrz na datę.

          Tomek spuścił wzrok i stanął przerażony.

          – To nie możliwe, że za 5 lata już jej nie będzie. Ja nie pozwolę, aby tak wcześnie umarła. Ja nie chcę! – zaszlochał.

          – Nic nie zrobisz. Pamiętaj jednak, że na to, co stanie się w przyszłości ludzie mają ogromny wpływ. Pokażę ci jeszcze kilka rzeczy.

          To, co zobaczył teraz Tomek wyglądało jak film w przyspieszonym tempie. Najpierw klasówka, na której ściągnął wszystkie zadania. Dostał piątkę. Pani go wychwala przed całą klasą. Na początku było mu wstyd, a potem był dumny z siebie. Następnego dnia bójka z najgorszym łobuzem z klasy, który przed wszystkimi wyśmiewał go, że mózg matematyczny ściągnął wszystkie zadania. Po tej bójce wyrzucają chłopca ze szkoły. Zostaje wyspecjalizowanym kieszonkowcem i większą część życia spędza w więzieniu. Stracił zupełnie wiarę w ludzi. Tomek był dla niego wzorem, a teraz jest nikim. Gdy babcia Tomka spotyka go pewnego razu pijanego w bramie swojego domu, ten wszystko jej opowiedział. Babcia się załamała. Tomek zauważył, że się zmieniła i po jakimś czasie przestał ją odwiedzać. Zachodził raz na miesiąc na polecenie rodziców, aby sprawdzić czy żyje. Resztę czasu spędzał przy komputerze. Czasami też się uczył, ale raczej z musu niż z zamiłowania, jak kiedyś. Ważne, żeby mieć dobre oceny bez względu na sposób ich zdobycia, bo za to rodzice robili mu bardzo kosztowne prezenty. Pewnego razu przyszła sąsiadka babci, aby powiedzieć, że babcia jest chora. Tomek niestety nie miał czasu jej odwiedzić, bo właśnie dostał skuter od rodziców i całe dnie spędzał na wypróbowywaniu go. Dwa miesiące później przyszła sąsiadka po raz drugi, aby powiedzieć, że Babcia umarła. Tomkowi po raz pierwszy zrobiło się przykro i jakoś pusto. Nie mógł zrozumieć, dlaczego babcia nie mogła trochę na niego poczekać. Od przeziębienia przecież się nie umiera. Sąsiadka odchodząc, ze łzami w oczach, powiedziała – „Ona wcale nie chciała już dalej żyć”. Na to, co było potem Tomek już nie chciał patrzeć.

          – Już chciałbym wrócić do domu – powiedział bardzo przygnębiony.

          Chyba zrozumiał – pomyślał Borutko.

          Dwugodzinny sprawdzian był dla Tomka jednym wielkim koszmarem. Powiedział Pawłowi, że potrzebuje od niego pomocy, ale ten zachował się jakoś dziwnie. Odpowiedział tylko „jasne, na mnie możesz zawsze liczyć” i odszedł, bez żadnych głupich żartów, jakie zwykł mówić, gdy ktoś prosił „fachowca od ściągania” o pomoc na sprawdzianie. Tomek dostał ściągi z wszystkich zadań. Siedział pół godziny nad pustą kartką, pod którą leżały ściągi. Należało je tylko przepisać tak, aby pani tego nie zauważyła. Część z nich udało mu się nawet przeczytać. Doszedł do wniosku, że wszystko, co jest tam napisane rozumie, a zatem gdyby to przepisał, nie byłoby w tym wielkiego oszustwa. Pewnie piątki by nie dostał, ale jakaś trója by była. Jednak wszystko to pozostało tylko w jego myślach, a palce odmówiły mu posłuszeństwa. Cały czas miał przed oczami to, co zdarzyło się dzisiejszej nocy. Czy to był tylko sen? Czy jest możliwe, aby coś podobnego się wydarzyło? Na pięć minut przed końcem sprawdzianu napisał jedno krótkie zdanie i odwrócił kartkę czekając na koniec tej męki.

          Niby nic się nie zdarzyło, ale wszyscy zachowywali się jakoś nienaturalnie. Tomek nie mógł tego zrozumieć, aż do następnej lekcji matematyki. Pani przyniosła ich sprawdziany.

          – Niektórzy zrobili mi bardzo miłą niespodziankę – powiedziała pani uśmiechając się w stronę Pawła. – Ale inni bardzo mnie zmartwili – i tu spojrzała z ukosa na Tomka.

          Tomkowi było bardzo przykro. Pani nie potrafiła zrozumieć, że może zdarzyć się sytuacja, w której najlepszy nawet uczeń nie będzie mógł przygotować się do sprawdzianu. Nawet nie zapytała go, co się stało. Trudno, pomyślał. Lepiej płacić za winy niepopełnione, niż gdyby ktoś musiał płacić za nasze winy – jak mawiała Babcia. Przynajmniej ona to zrozumie i nie będzie go niesłusznie oskarżać.

          – Tomek się nie nauczył i otrzymał ocenę niedostateczną – powiedziała pani nauczycielka.

          – To niemożliwe! – Wyrwał się ze swojej ławki Paweł, ale zaraz potem przeprosił panią i usiadł zaskoczony na swoim miejscu. Przecież dał wszystkie ściągi Tomkowi. Co się mogło stać?

          W tym momencie weszła pani z języka polskiego. Powstał szum, ponieważ prawie wszyscy wiedzieli, że Tomek, nawet gdyby rzeczywiście nic nie umiał, to przecież miał ściągi. Dlaczego ich nie wykorzystał? Pani z matematyki została poproszona do gabinetu dyrektora, a z klasą na ten czas pozostała polonistka. Wszyscy ze zdziwieniem spoglądali na Tomka, ale nikt nie miał odwagi o nic go zapytać. Najgłupszą minę ze wszystkich miał Paweł. Po dziesięciu minutach wróciła pani z matematyki.

          – No moi drodzy, kamień spadł mi z serca. Właśnie rozmawiałam z trzema paniami na temat Tomka. Przyszły mi wyjaśnić, dlaczego Tomek nie miał możliwości nauczyć się na sprawdzian.

          I pani opowiedziała dzieciom całą historię Tomka. Na dodatek Tomek nikomu nic nie powiedział o zbliżającym się sprawdzianie, więc nikt go nie odciążył.

          – Myślę, że wyjątkowo damy Tomkowi jeszcze tydzień do przygotowania się – zakończyła pani. – Co klasa o tym myśli?

          Oczywiście chórem wszyscy poparli panią.

          – To jeszcze nie koniec niespodzianek. Wyobraźcie sobie, że Paweł dostał piątkę. Mile mnie to zaskoczyło. – Pani nie chciała komentować przy wszystkich uczciwości zdobycia tej oceny. Nigdy Pawła nie złapała na ściąganiu, ale często nie była pewna samodzielności jego prac.

I wtedy stała się rzecz najmniej oczekiwana przez wszystkich. „Specjalista od ściągania” wstał i przy całej klasie przyznał się, że nie pisał samodzielnie tego sprawdzianu i że powinien otrzymać za niego ocenę niedostateczną, a nie piątkę. Przeprosił panią i obiecał, że następna ocena, jaką otrzyma będzie oceną za jego wiedzę, a nie wiedzę najlepszych uczniów w klasie.

          – Co za dzień niespodzianek! – zawołała pani.– Czy nie uważacie, że za tę odwagę, jaką wykazał się Paweł, też możemy odroczyć mu sprawdzian?

          Klasa znowu przyjęła tę propozycję z aplauzem.

          Tego dnia nie tylko pani od matematyki spadł wielki kamień z serca. Po lekcji dwóch prawdziwych przyjaciół poszło do Babci uczyć się na klasówkę z matematyki, którą mieli pisać za tydzień.

 

 

 

bajki.com                            napisała i przysłała do bajki.com Małgorzata Turowska                            bajki.com